44 Dolomiten-Classicrace 2018

Kolejny bieg z serii Worldloppet zaliczony przez 6 członków AKN Ratrak.
Po corocznych Biegach Piastów, Marcialondze we Włoszech (3 osoby), Konig Ludwig Lauf w Niemczech (7 osób), Tartu w Estoni (7 osób), Jurassienne we Francji (6 osób), Gatineau Loppet w Kanadzie (1 osoba) i po dwuletnim oczekiwaniu na śnieg wypalił Dolomitenlauf w Austrii. A w ambitnym planie – zaliczenie w przyszłości wszystkich pozostałych biegów Worldloppet. Bo jak nie my to kto? Działamy (może nie tak prężnie jak by się marzyło ale nie odpuszczamy), poszerzamy szeregi klubowiczów o młodych następców (wolno bo wolno ale jednak), płacimy składki, cierpliwie czekamy na śnieg wypatrując czy i gdzie sypnęło w Polsce i na świecie. Kochamy biegówki, przygody, wyzwania, bratnie rozśpiewane towarzystwo… a marzenia i wspomnienia dobra rzecz.

  Po dziesięciu godzinach jazdy docieramy do celu. Ostatni, „niekończący się” odcinek serpentynami pod górę. Uff… Może dobrze, że po zmroku. Tu w Kartitsch (9 km od startu w Obertillach) mamy spędzić sześć dni uwieńczonych startem.

  Z Annamarią – gospodynią. Od razu przyjmujemy zaproszenie na powitalnego sznapsa, kawę i piernik domowej roboty. Tadek błysnął niemieckim. Urzeka bardzo miła atmosfera i tak będzie aż do końca pobytu. Każdego dnia wieczorkiem gospodyni dyskretnie zagląda do nas, przynosi swoje wypieki i obowiązkowo kolejnego sznapsa. Hitem są ciacha w kształcie dużych pączków z luftem (dziurą), puste w środku. Jest to miejscowy specjał. Odwzajemnimy się degustacją polskich wędlin, wspólnym śpiewem i graniem.

  W komplecie – dojechał Jurek z Danusią

Rano przywitały nas bajeczne widoki z naszych okien

        

A pod domem trasa do biegówek.

  Nasza chata (pierwszy dom po prawej)

Najważniejsze dla gospodyni by wszystko było w jak największym porządku i nie zakłócało spokoju innych gości. Buty w przedsionku, śmieci segregowane, śpiewy z umiarem…
Z kotłowni robimy narciarnię.

         

Od poniedziałku do czwartku trenujemy ale z umiarem tak koło 20 km dziennie. Trzeba się co jakiś czas zatrzymać i nacieszyć oczy widokami. Poznajemy kolejne odcinki prawdopodobnej trasy biegu. Trasa będzie opublikowana dopiero dzień przed biegiem.

  Przerwa na łyk herbaty, przekąskę i fotkę

           Austria to kraj katolików. Kościoły, kapliczki, krzyże upiększają wszystkie miejscowości.

Podstawa dobrych wyników to właściwe odżywianie. Jak zawsze spada to na barki Danusi B. i moje. O dziwo nikomu nie zaszkodziło i nikt nie narzekał. Codziennie rano obowiązkowo rozpuszczony wieczorem miód i pasza. Na obiadokolację zupy, makarony mięsa, sałatki. Owoce, słodycze, przegryzki… I coś na trawienie.

        

Trasy są płatne. Kupujemy bilety tygodniowe – 30 EUR. Treningi rozpoczynamy z Centrum Biathlonowego w Obertillach.

       

  W komplecie przed treningiem

        

  Każdy chce mieć pamiątkowe zdjęcie

       

Po bieganiu, które kończymy w różnych miejscach trasy wracamy skibusami do Biathlonu.

        

  by w przytulnym Cafe-bistro ogrzać się, uzupełnić płyny i podzielić wrażeniami

Wieczorem trochę luzu i… sznaps

  Zdrowie gospodyni

Dzień przed startem (piątek) odpoczywamy. Odbieramy numery startowe w Biathlonie i robimy rekonesans miejsca mety biegu. Po raz pierwszy organizatorzy usytuowali metę w centrum Obertillach. Tak więc czeka wszystkich zawodników na końcówce długi, półkilometrowy podbieg od centrum Biathlonowego do mety. Wieczorem smarujemy narty według najświeższych prognoz i dobieramy ubrania. Ranek ma powitać nas czternastostopniowym mrozem.

         Przygotowywanie mety – nawożenie śniegu i ustawianie bramki z pomiarem czasu

Prognozy pogody sprawdzają się. Dzień biegu bardzo słoneczny ale i bardzo mroźny. Idziemy na start. Pięcioro z nas startuje na 42 km CL a Danusia B. na 20 km CL. Start jest wspólny.

        

  Start – wszyscy razem

Trasa biegu wytyczona była po obu stronach potoku i składała się z jednej pętli dla 20 km i dwóch pętli dla 42 km. Generalnie płaska z ostrymi, krętymi zjazdami w dwóch miejscach. Najmocniejsi robili ją tylko na pchaniu. Zwycięzca zrobił maraton w 1:52:03  a myśmy ambitnie na miarę swoich możliwości powalczyli.

Paweł (nr 2294)

Krzysiek (nr 2448)

Wieczorem wizyta kochanych kibiców – moich dzieci Pawła z Karoliną.

       

Otrzymujemy gratulacje i prosecco. Wspólne śpiewanie i nocne rodaków rozmowy.

Wspólny, piękny sportowy tydzień kilku przyjaciół błyskawicznie minął. Za miesiąc kolejna okazja spotkać się tym razem w większym gronie klubowiczów – 42 Bieg Piastów.

A co wybrać na przyszły rok?
Pomarzyć warto by wymarzyć i mieć co wspominać.

Tabela Dolomiten 2018-42 km

Ten wpis został opublikowany w kategorii 44. Dolomitenlauf - 2018, Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.